Pewnego dnia w Iławie, a właściwie w niedalekiej odległości od tego miasta Ania i Łukasz powiedzieli sobie "tak". Była to miejscowość, gdzie wszędzie można dojść na pieszo. Rzadko zdarza się, że można podczas ślubu przejść się spokojnym spacerkiem; zazdroszczę.
Po ślubie spacerek zaprowadził nas na salę, gdzie czekała przesympatyczna orkiestra, wraz z równie miłą Panią kamerzystką.
No i wtedy zaczęło się, wniesiono dania; jedno, drugie, piąte, dziesiąte (?); uczucie niedowierzania łączyło się z bólem (brzucha) - czemu już nie ma miejsca ? :) Po kolejnym daniu (przestałem liczyć) stwierdziłem, że nie ma to jak polska gościnność, tylko żal, że człowiek ma tylko jeden żołądek. Zakończyło się na ustawianiu posiłków jeden na drugim i ciągłą reorganizacją miejsca na stole :)
Tutaj dałem się sprowokować. Kwiatki stały tak ładnie, wysoko, dogodnie, że nie mogłem się za nimi nie skryć i nie zrobić zdjęcia typu "przez coś". Kwiatki duże, a ja nieco większy, więc musiało to nieco komicznie wyglądać jak się Pan Fotograf chowa za kwiatkiem :)
Warto było :)
Na sali weselnej poczułem pociągnięcie za nogawkę, spojrzałem, a moim oczom ukazał się poniższy widok. Tak się zapomniałem w fotografowaniu "tych dużych", że ta młoda dama słusznie stwierdziła, że należy upomnieć Pana Fotografa.
Efekt był natychmiastowy
To pewne: rodzina nam się powiększyła.
Na początku sierpnia miałem niezwykłą przyjemność fotografować ważny dzień w życiu Ani i Kuby. Pogoda tym razem również zrobiła nam prezent i mieliśmy tego dnia wspaniałe słońce.
Masa zajęć, ale udało mi się przygotować zapowiedź tego niezwykle udanego pleneru i ślubu.
Wkrótce więcej zdjęć.