Jak widać po zdjęciach Agnieszka i Marcin to bardzo pogodna para, pogodna do tego stopnia, że musiałem na plenerze czasami prosić Agnieszkę aby się nie uśmiechała :) Możliwe, że sekret uśmiechu tkwi w tym, że na codzień ratują i pomagają innym ludziom.
Bardzo miło nam minął czas na sesji i mimo, że para młoda nie spodziewała się, że będzie to trwało aż 3 godziny to zmęczenie dało o sobie znać dopiero na koniec. No i w dodatku na sesję przyjechali aż z Bydgoszczy. Ja z kolei na ślub pojechałem aż do Szczytna, tak więc był to bardzo rozjazdowy reportaż i plener.
Od tego postu chciałbym rozpocząć nową świecką tradycję oznaczając
"Moje ulubione zdjęcie". Ulubione zdjęcie będę opisywał szerzej, z zapleczem jego powstania, mimo, że nie jestem mistrzem analizy ;)
Zapraszam do obejrzenia fragmentu z tych dni:
Dziś, moim ulubionym zdjęciem (choć wiele innych też wzbudza moją sympatię) jest zdjęcie powyższe. Zdjęcie z przygotowań. Dłonie należą do Mamy Agnieszki i świadkowej. Nic nie było pozowane bo zawsze staram się być niewidocznym i liczę na to, że historia będzie się sama opowiadać. Na zdjęciu uwagę przyciągają przede wszystkim wielbione od niedawna przeze mnie dłonie, oddające klimat przygotowań - poprawianie włosów, zapinanie łańcuszka. Uroku dodaje szczęśliwie mocne tego dnia światło zza okna i pomarańczowa ściana która zadziałała jak wielki pomarańczowy softbox :)
Kosmyk włosów trzymany przez Mamę dodaje swego rodzaju "lekkości".
Zdjęcie zrobione zestawem portretowym, przez niektórych określanym jako kultowy - Canon 5D + Canon 85mm 1.2L @ f/1.2, ISO 100, 1/640sec.